Olej kokosowy – gwarancja zdrowia

coconut-1123738_1920Słyszymy coraz częściej, że największą plagą zachodniego świata nie są bynajmniej nowotwory, choroby serca, cukrzyca, ale otyłość! Ona to zresztą, a mówiąc ściśle wadliwe odżywianie, leży u podstaw większości tych chorób. To dlatego chiński lekarz, zanim przepisze choremu leki (przeważnie ziołowe), moksę lub akupunkturę, najpierw proponuje zmianę sposobu żywienia, dokładnie wyjaśniając jego zasady.

Cóż takiego złego znalazło w diecie zachodniego świata, zwłaszcza w amerykańskiej, że ludzie zaczęli niepokojąco przybierać na wadze? Odpowiedź na to pytanie jest już doskonale znana. Pomijając rosnące uzależnienie od słodyczy (przede wszystkim wskutek nachalnej reklamy), wina za całe zło spoczywa na zmianie rodzaju tłuszczów, które spożywamy na co dzień. Przez długi czas wbijano nam w głowy, że najzdrowszym tłuszczem są oleje roślinne, zwłaszcza sojowy, kukurydziany, rzepakowy, z pestek winogron itd., nie wspominając nawet o oliwie z oliwek, która miała być panaceum na wszystkie dolegliwości. Słowian, tradycyjnie gustujących w smalcu wieprzowym, zniechęcano do niego tak skutecznie, że amatorzy smalczyku ze skwarkami wstydzili się przyznać, że w nim gustują.

Najgorzej na tych ostrzeżeniach wyszli Amerykanie. Wyrugowano bowiem z tamtejszego rynku powszechnie używany olej kokosowy, zastępując go sojowym i kukurydzianym. Szkopuł w tym, że na tych olejach nie wolno smażyć, bo wysokiej temperaturze przekształcają się w niezwykle szkodliwe dla zdrowia kwasy tłuszczowe trans. A że Amerykanie szczególnie upodobali sobie takie właśnie potrawy, zaczęli tyć i chorować, czego w epoce oleju kokosowego nie było. Ten olej bowiem nadaje się do smażenia, bo nie tworzy owych niebezpiecznych kwasów.

Kogoś, kto chciałby zgłębić ten problem, odsyłam do świetnej książki Bruce`a Fife’a „Cud oleju kokosowego”, którą wydało białostockie Studium Astropsychologii.

Tłuszczowy ambaras

Tylko nie myślcie, że należy teraz wyrugować całkowicie tłuszcze ze swojej diety. Bynajmniej. Są przecież absolutnie niezbędne dla zdrowia. Należy je jedynie wyrugować z patelni. Na wszystkich wymienionych wyżej olejach, z oliwą włącznie nie można smażyć! Należy je spożywać na surowo, dodając do sałatek, surówek, potraw lekko duszonych itp. Określona ilość tłuszczy w codziennej diecie jest niezbędna dla zdrowia. To dzięki nim nasz organizm przyswaja rozpuszczalne w tłuszczach witaminy – A, D, E, K oraz beta-karoten (do szklanki soku z marchewki dodawaj zawsze małą łyżeczką oleju lub oliwy!). Dieta całkowicie beztłuszczowa, jaką stosują niektóre ośrodki drastycznego odchudzania, zwiększa ryzyko pojawienia się licznych chorób zwyrodnieniowych!

Zaleca się obecnie następujące proporcje składników odżywczych w codziennej diecie: 30 proc. kalorii z tłuszczów, 12 proc. kalorii z białka, a cała reszta z węglowodanów.

Wróćmy jednak do problemu na czym smażyć, wiedząc, że nie wolno do tego używać oleju (poza kokosowym oczywiście). O margarynie w ogóle nie wspominam, bo powinna być całkowicie wyrugowana z naszych stołów, jako tłuszcz nienaturalny i szkodliwy dla zdrowia, o czym zresztą wielokrotnie pisałam. Można smażyć na maśle sklarowanym, wzorem naszych babć i prababć, które dziś często nazywa się masłem ghee. Na Wschodzie uważa się go za święty tłuszcz zalecany przez Ajurwedę, staroindyjską filozofię zdrowia. Można też ostatecznie użyć do smażenia smalcu, który nie jest specjalnie zdrowy, ale lepszy od oleju czy margaryny. Ja używam do przyrządzania potraw smażonych, bardzo zresztą rzadkich na moim stole, wyłącznie masło ghee. Po stopieniu i odbiałczeniu, czyli usunięciu wszystkich szumów i zawiesin, zostaje 100-procentowy czysty tłuszcz, który nie psuje się i może być przechowywany poza lodówką.

Pachnie, leczy, odmładza…

Co? Oczywiście olej kokosowy, kupowany zwykle w postaci zestalonej (tłoczony na zimno, przez ścianki szklanego słoika ma marmurkowy deseń), topi się w temperaturze powyżej 25 st. C. Uważany na Polinezji za cud natury (palmy kokosowe porastają z reguły brzegi wszystkich nadmorskich plaż tutejszych wysp) i tym cudem jest w istocie. Mieszkańcy wysp, używający go na co dzień nie cierpią na nowotwory, choroby serca i udary. Dzieje się tak dlatego, że zawarte w tym oleju średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe spalają się od razu po spożyciu i nie oBruce Fife smalldkładają się na ściankach naczyń.

„W latach trzydziestych ubiegłego stulecia – pisze w swojej książce Bruce Fife – kiedy to dr Weston. A. Price, dentysta i badacz do spraw żywienia z Cleveland, Ohio, podróżował na wyspy, aby zgłębić związek pomiędzy zdrowiem wyspiarzy a ich dietą, przeprowadzono serię niezwykłych badań nad zdrowiem społeczności wysp pacyficznych (…) Dr Price od razu zauważył kontrast w zdrowiu pomiędzy tymi, którzy żyli całkowicie na lokalnych produktach spożywczych, jak na przykład kokos i korzeń taro, a tymi, którzy porzucili swoją tradycyjną dietę na rzecz zachodniego jedzenia.(…) W sumie odkrył, że liczba zębów z ubytkami pośród tych, którzy jedli tradycyjne, lokalne produkty wynosi jedynie około 0,3 procent, natomiast liczba ubytków u wyspiarzy, którzy ulegli wpływom Zachodu wynosi zazwyczaj aż 30 procent.”

A idzie tu nie tylko o zęby. Okazuje się, że ich stan wpływa na kondycję całego organizmu. Niektóre z dolegliwości kojarzonych z chorobami zębów to choroby serca, udar, miażdżyca, cukrzyca, wrzody i zapalenie płuc. Warto więc zadbać o prawidłową dietę.

Olej kokosowy to zaiste tłuszcz niezwykły. Nadaje się nie tylko do jedzenia, ale także do pielęgnacji skóry i włosów. Chińczycy od dawna uważali, że to co nadaje się do wewnątrz jest świetne także na zewnątrz. Mieli rację. Olej kokosowy pozwala zachować skórze blask młodości, sprawia, że pozostaje gładka i sprężysta. Nie tylko czyni ją wiecznie młodą, ale i uzdrawia. Stosowany regularnie potrafi usunąć nawet plamy wątrobowe, ponadto usuwa w porę martwy naskórek, wzmacniając leżące pod nim warstwy skóry. Chroni ją tez przed drobnoustrojami, stanowi wspaniałą odżywkę do włosów, likwiduje łupież i wzmacnia włosy. Podsumowując powiem krótko – jest to wspaniały, uzdrawiający balsam natury!

Nina Grella

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *